FiiO M33 R2R trafił do sprzedaży jako nowy flagowy odtwarzacz przenośny marki, dostępny od teraz w cenie 3 195 PLN. To sprzęt, który zamiast ścigać się na specyfikację, próbuje przemycić do mobilnego audio coś, co zwykle zostaje na biurku – brzmienie oparte na architekturze R2R.
I to jest tutaj punkt wyjścia: nie „kolejny DAP z Androidem”, tylko próba przeniesienia bardzo konkretnego stylu grania do kieszeni. R2R, czyli drabinka rezystorowa, kojarzy się raczej z ciężkimi, stacjonarnymi DAC-ami. W M33 R2R mamy 24-bitową, w pełni zbalansowaną konstrukcję opartą na 192 precyzyjnych rezystorach. W praktyce chodzi o jedno – dźwięk ma być gęstszy, bardziej płynny, mniej „cyfrowy”. To nie jest neutralność laboratoryjna, tylko świadome odejście w stronę charakteru.
Co ciekawe, FiiO nie zbudowało wokół tego nostalgicznej wydmuszki. W środku siedzi Qualcomm Snapdragon 680, do tego 8 GB RAM i 128 GB pamięci, a całość działa na Androidzie 13. Czyli możesz odpalić streaming, aplikacje i traktować ten sprzęt jak normalne, szybkie urządzenie – bez typowego dla audiofilskich zabawek „lagu i cierpliwości”.
Drugi ważny element to moc. 1100 mW na kanał w trybie zbalansowanym (na układach Burr-Brown OPA1637) oznacza, że to nie jest sprzęt tylko do dokanałówek. M33 R2R bez problemu pociągnie większe słuchawki wokółuszne, co w tej klasie urządzeń nadal nie jest oczywiste. Do tego dochodzi tryb Desktop Mode, który pozwala ominąć baterię przy pracy stacjonarnej – detal, ale bardzo sensowny, jeśli ktoś chce używać jednego urządzenia do wszystkiego.
FiiO dorzuca też coś, co zwykle bywa pomijane albo robione po macoszemu: sensowną personalizację. AUTO EQ automatycznie dopasowuje charakterystykę do konkretnych modeli słuchawek, a jeśli ktoś chce więcej kontroli, dostaje 10-pasmowy PEQ bez strat jakości. To jest ciekawy kontrast – z jednej strony „analogowa dusza”, z drugiej bardzo cyfrowe narzędzia do jej strojenia.



Na koniec design, który idzie dokładnie tym samym tropem co brzmienie. Minimalistyczna obudowa, kolory typu Retro Gold czy Dark Blue i interfejs inspirowany kasetami magnetofonowymi. Trochę nostalgii, ale pod kontrolą – bardziej jako akcent niż główna atrakcja.
I tu jest chyba najważniejsza rzecz: M33 R2R nie próbuje być dla wszystkich. To nie jest „najlepszy odtwarzacz do wszystkiego”, tylko bardzo konkretny wybór dla ludzi, którzy wiedzą, że wolą dźwięk z charakterem niż idealnie prostą linię na wykresie. W świecie, gdzie większość sprzętu gra coraz bardziej podobnie, to już samo w sobie jest decyzją.


