The Rolling Stones znów nagrywają tak, jakby nie musieli nikomu niczego udowadniać

Marcin Kubicki
By Marcin Kubicki - redaktor naczelny
4 Min Read

The Rolling Stones wracają z nowym albumem Foreign Tongues, który ukaże się 10 lipca. To czternaście premierowych utworów nagranych w Londynie, pierwszy materiał zespołu od czasu świetnie przyjętego Hackney Diamonds i kolejny dowód na to, że Stonesi nie funkcjonują już wyłącznie jako pomnik rocka, ale jako zespół, który wciąż potrafi wejść do studia i zrobić hałas z sensem.

Pierwszym sygnałem nowej płyty jest singiel „In the Stars”, dostępny już cyfrowo razem z otwierającym album utworem „Rough and Twisted”. Fizyczne wydanie singla trafi do sprzedaży 15 maja. Oficjalna premiera projektu odbędzie się dziś w Nowym Jorku, gdzie pojawią się Mick Jagger, Keith Richards i Ronnie Wood.

Zespół nie ogłosił płyty w próżni. W ostatnich tygodniach wokół Foreign Tongues narastało zamieszanie, częściowo celowo podsycane przez limitowany winyl „Rough and Twisted”, wydany pod pseudonimem The Cockroaches. Krążek krążył wśród fanów i kolekcjonerów, prowokując spekulacje, czy to tylko żart, ukłon w stronę dawnych rockowych mistyfikacji, czy pierwszy trop prowadzący do nowej płyty Stonesów. Teraz wiadomo już, że chodziło o wprowadzenie w klimat albumu – bardziej surowy, bezpośredni i mniej wygładzony niż sugerowałby status zespołu, który od dekad mógłby żyć wyłącznie z legendy.

Foreign Tongues powstał w londyńskim Metropolis Studios, a nagrania zajęły niespełna miesiąc. Za produkcję ponownie odpowiada Andrew Watt, który pracował już ze Stonesami przy Hackney Diamonds. To ważna informacja, bo poprzednia płyta nie brzmiała jak muzealna rekonstrukcja rock and rolla, tylko jak próba uporządkowania energii zespołu w nowoczesnym, ale nadal rozpoznawalnym języku. Jeśli Foreign Tongues rzeczywiście ma być jej rozwinięciem, można spodziewać się nie rewolucji, lecz dalszego szlifowania formuły: riff, rytm, głos Jaggera i ta specyficzna lekkość zespołu, który nawet w późnym etapie kariery nie chce brzmieć jak własny tribute band.

Na płycie obok Jaggera, Richardsa i Wooda pojawią się także ich stali współpracownicy: Darryl Jones, Matt Clifford i Steve Jordan. Szczególnym elementem albumu ma być również udział Charliego Wattsa, zarejestrowany podczas jednej z jego ostatnich sesji przed śmiercią w 2021 roku. Wśród gości znaleźli się Steve Winwood, Paul McCartney, Robert Smith z The Cure oraz Chad Smith z Red Hot Chili Peppers – zestaw nazwisk szeroki, ale nieprzypadkowy, bo każdy z nich dotyka innego fragmentu historii rocka, od klasycznej elegancji po bardziej nerwową, współczesną energię.

Mick Jagger wspomina pracę nad płytą jako intensywne tygodnie w niewielkim studiu, w którym dało się poczuć zaangażowanie wszystkich obecnych. Keith Richards mówi o albumie jako naturalnym przedłużeniu Hackney Diamonds i podkreśla radość z samego tworzenia. Ronnie Wood zwraca uwagę na kreatywną atmosferę i wykonania, które często udawało się uchwycić już przy pierwszym podejściu. To oczywiście wypowiedzi z porządku promocyjnego, ale brzmią zgodnie z tym, co Stonesi od lat robią najlepiej: nie komplikują własnej mitologii, tylko próbują utrzymać ją w ruchu.

Album ukaże się w wielu formatach: na CD, kasecie, winylu, w edycjach deluxe, limitowanych wariantach kolorystycznych, wydaniach detalicznych i box setach. Osobno na CD i winylu pojawi się również singiel „In the Stars”. Okładkę Foreign Tongues przygotował amerykański artysta Nathaniel Mary Quinn.

Najciekawsze w tej zapowiedzi nie jest jednak to, że The Rolling Stones mają nową płytę. Ciekawsze jest to, że po Hackney Diamonds zespół najwyraźniej nie potraktował studia jak jednorazowego powrotu do gry. Foreign Tongues wygląda raczej na kolejny rozdział późnej, zaskakująco żywej fazy Stonesów – tej, w której wiek przestał być tematem, a znów liczy się to, czy piosenka ma puls.

Share This Article