Są akcesoria, które istnieją tylko po to, żeby wyglądać dobrze na renderze – i są takie jak Active Sport Loop od Native Union, które powstają z bardzo prostego założenia: ma być lekko, ma oddychać i nie ma przeszkadzać. I to właściwie wszystko, co trzeba wiedzieć na start.
Nowy pasek dla Apple Watch nie próbuje być rewolucją – raczej poprawia to, co w sportowych paskach bywa najbardziej irytujące. Nylonowa, podwójna warstwa jest miękka, ale jednocześnie pracuje – odprowadza wilgoć i schnie w około godzinę. W praktyce oznacza to tyle, że nie masz na nadgarstku mokrej szmaty po treningu, tylko coś, co faktycznie wraca do formy zanim zdążysz o tym pomyśleć.
Jest też kwestia dopasowania, która zwykle kończy się kompromisem. Tutaj zamiast klasycznych dziurek mamy rzep z wyraźnym „pull tabem”, więc pasek można dociągnąć dokładnie tak, jak trzeba – nie „mniej więcej dobrze”, tylko faktycznie dobrze. Niby detal, ale jeśli biegasz albo robisz cokolwiek bardziej dynamicznego niż spacer po kawę, robi różnicę.
Całość waży kilka gramów (6,3-7,3 g w zależności od rozmiaru), więc znika na ręce. I to jest chyba największa zaleta tego projektu – on nie próbuje być bohaterem. Ma działać w tle, od pierwszej serii na siłowni po resztę dnia.



Active Sport Loop pasuje do wszystkich aktualnych rozmiarów Apple Watcha, w tym wersji Ultra, i startuje w trzech kolorach: czarnym, zielonym i piaskowym. Cena? 39,99 EUR – czyli dokładnie tyle, ile powinien kosztować sensowny pasek, a nie designerski kaprys.
Jeśli pasek faktycznie spełni obietnicę „zapominasz, że go masz”, to może być jeden z tych dodatków, które zostają na dłużej niż sam zegarek.


