Isuzu D-Max 2026 w Polsce: mniej zmian, więcej sensu

Marcin Kubicki
By Marcin Kubicki - redaktor naczelny
3 Min Read

Nowy Isuzu D-Max 2026 trafia do Polski i od razu widać, że nie próbuje nikogo przekonywać na siłę. Zamiast rewolucji jest kilka konkretnych zmian – takich, które mają znaczenie wtedy, kiedy auto faktycznie pracuje, a nie tylko dobrze wygląda w konfiguratorze.

Najważniejsza rzecz to nowy diesel 2.2. 163 KM i 400 Nm nie brzmią jak coś, co zmienia reguły gry, ale w praktyce chodzi o coś innego – o przewidywalność. Ten silnik ma ciągnąć bez zastanawiania się, czy dasz radę pod górkę z ładunkiem albo z przyczepą (do 3,5 tony). Nowa, 8-biegowa automatyczna skrzynia wpisuje się w ten sam kierunek – mniej pracy dla kierowcy, więcej spokoju za kierownicą, zwłaszcza kiedy dzień nie kończy się po kilku kilometrach.

Druga zmiana to systemy, które nie są tu dla listy wyposażenia. DMS pilnuje, czy kierowca nie traci koncentracji – i w aucie, które spędza dużo czasu w trasie albo w terenie, to ma sens. Do tego kamery 360° w wyższych wersjach, które realnie pomagają tam, gdzie widoczność jest ograniczona, oraz eCall 4G, czyli rozwiązanie, o którym się nie myśli, dopóki nie jest potrzebne.

Są też detale, które nie robią hałasu, ale zostają z autem na dłużej. Nowe opony Dunlop z inną mieszanką – 7% mniej oporów toczenia i o tyle samo lepsza przyczepność na mokrym. W praktyce: trochę niższe spalanie i więcej kontroli, kiedy warunki przestają być idealne.

D-Max MY26 nie zmienia swojego charakteru. Nadal oferuje ponad 1,1 tony ładowności, do 3,5 tony uciągu, 240 mm prześwitu i zdolność brodzenia do 800 mm. To są liczby, które nie robią wrażenia na pierwszy rzut oka, ale szybko zaczynają mieć znaczenie, kiedy asfalt się kończy.

Zmiany wizualne są raczej spokojne – nowa atrapa, detale, malachitowy zielony lakier, który lepiej pasuje do tego auta niż kolejny neutralny kolor. W środku podobnie: nowe tapicerki, trochę więcej komfortu, ale bez odchodzenia od użytkowego charakteru.

Ceny startują od 127 950 PLN netto. Do wyboru jest 20 konfiguracji – różne kabiny, napędy 4×2 i 4×4, manual lub automat – więc to raczej kwestia dopasowania niż kompromisu.

I to chyba najlepiej podsumowuje ten model. D-Max 2026 nie próbuje być czymś więcej, niż jest. Po prostu usuwa kilka słabszych punktów i zostawia resztę w spokoju.

TAGGED:
Share This Article